Archiwa kategorii: Edukacja

Wakacyjna sielanka

Jak upływają Wam wakacje? Mam nadzieję, że nie pracujecie zbyt wiele, bo pogoda tego lata zdecydowanie nie sprzyja… Za to wszelkiego rodzaju aktywności i imprezy plenerowe mają się świetnie. Tak, dla mnie lato to czas, który mogłabym spędzać wyłącznie na świeżym powietrzu i myślę sobie, że szczególnie mocno potrzebują tego dzieci i młodzież. Rok szkolny, w ich odczuciu, trwa zdecydowanie za długo i trochę mają w tym racji. Dla prawidłowego rozwoju psychoruchowego młody człowiek potrzebuje swobody, możliwości doświadczania świata i dość nieograniczonej aktywności ruchowej. Z pewnością nie wszyscy zgodzą się z tym stwierdzeniem, ale ani przeciętna szkoła, ani przedszkole, w pełni nie zapewniają dzieciom tych ważnych aspektów rozwoju.

Dlatego dla mnie wakacje są jak akumulator.  Akumulator, który trzeba naładować do pełna, do granic możliwości. W duchu bardzo się cieszę obserwując dzieci spacerujące po lesie, młodzież pędzącą na rowerach, czy wędrującą po górach z wielkimi plecakami. Niech się męczą, powłóczą nogami, narzekają, że im ciężko! Ten wakacyjny wysiłek w roku szkolnym zaprocentuje. Lepiej dotlenione będą spokojniej spały, łatwiej się wysypiały, zwiększona masa mięśniowa pozwoli im być bardziej odpornymi na wysiłek. Będąc nad polskim morzem dostaną sporą dawkę jodu, który wzmocni ich układ odpornościowy.

Idealnie byłoby spędzić większość wakacji poza miastem. Ba! Wręcz nawet całe! Tak, w wakacje szczególnie mocno zazdroszczę osobom, które mieszkają na wsi, na obszarach, gdzie daleko jest nawet do najbliższego sklepu. Tam da się odetchnąć pełną piersią, usłyszeć własne myśli i zobaczyć w pełni rozgwieżdżone niebo.

A dzieci? Niech oddychają i robią co chcą to ich wolny czas, ich relaks. Nie próbujcie na siłę im tego czasu organizować, dajcie poprowadzić się ich wyobraźni, ich niezmierzonym pokładom kreatywności! Młodzieży należy się więcej swobody, niezależności, ale i młodsze dzieci pozostawione na świeżym powietrzu znajdą sobie zajęcie szybciej niż Wam się wydaje Życzę Wam takiego wspaniałego, wakacyjnego czasu. Pełnego spokoju, oddechu, natury, czasu na relacje i … nicniemuszenia

q1

Rachuj mistrzu!

Wakacje biegną swoim leniwym, spokojnym torem. Jedni leżą na plaży, inni maszerują po górach czy sterują łódką po jeziorze, jeszcze inni zwiedzają świat, a my tu mili Państwo, tworzymy dla Was nowe propozycje
Dziś chciałam Wam przedstawić naszą nowość – Rachmistrz. Cieszy mnie ona szczególnie z kilku powodów:

  • od dawna nie mieliśmy w ofercie nowości matematycznej
  • niewiele mamy gier edukacyjnych skierowanych właśnie do młodzieży
  • bardzo lubię gry matematyczne i nie mogę się doczekać, żeby w nią zagrać

Rachmistrz to edukacyjna gra matematyczna skierowana dla graczy od 10 lat. Może zagrać w nią od 2 do 6 graczy. W pudełku znajdziecie żetony w 6 kolorach. Każdy z graczy wybiera jeden (lub dwa – w wersji dwuosobowej). W zależności od ilości graczy, rozgrywkę rozpoczynają oni z inną ilością żetonów. Jeszcze tylko wybierzcie po której stronie planszy chcecie grać i możecie zaczynać

Każdy gracz w swoim ruchu rzuca  trzema kostkami. Z cyfr, które wypadły na kostkach gracze układają dowolne działania matematyczne, w zakresie dodawania, odejmowania, mnożenia i dzielenia. Gracz, który pierwszy utworzy swoje działanie ustawia klepsydrę odmierzającą 15 sekund. W tym czasie inni gracze muszą utworzyć swoje działania. Gracze, którzy wymyślili działania kładą swój żeton z rewersem znaku zapytania na polu sąsiadującym z wynikiem tego działania. Wówczas następuje moment sprawdzenie wyników. Gracze opisują swoje działania oraz wyniki. Jeśli są one poprawne żeton odwracamy i zostaje on na planszy, jeśli nie są – wraca do zbioru gracza.

Do utworzenia działania gracz musi użyć wszystkich trzech cyfr. Nie można łączyć ich w liczby. Można natomiast w działaniach stosować nawiasy.
Ułożone żetony na planszy tworzą zbiory. Do obliczenia końcowej gracz wybiera największy ze swoich zbiorów i za niego otrzymuje punkty – po jednym za każdy znajdujący się w zbiorze żeton. Za żetony niewykorzystane w grze  punkty odejmuje się.

Gra jest wspaniałym pomysłem na ćwiczenie matematyki w okresie wakacji, gdy chcemy, aby dziecko odpoczęło od szkoły, a jednak miało możliwość ćwiczenia matematycznych zdolności. Zatem, do dzieła, rachujcie!

Gry przedszkolaków

Zastanawialiście się kiedyś, czy przedszkolaki mogą zrobić grę? Mogą i to z całkiem niezłym efektem!
Podejrzeliśmy ostatnio efekty pewnej grupy przedszkolaków, które podczas zajęć dodatkowych tworzyli gry! Grupa pięciolatków spotykała się z panią na kreatywnych zajęciach. W związku z ograniczeniem obowiązku zerówki tylko dla sześciolatków, pięciolatki nie miały obowiązku przerabiania określonego programu. Tym samym miały czas na kreatywną zabawę i twórcze zajęcia. Stąd powstał pomysł na tworzenie gier planszowych. Inspiracje czerpali z przeczytanych książek, zajęć przedszkolnych lub przeprowadzanych projektów w grupie. Czasem wenę czerpali z obserwowania innych gier i zabawek w grupie.

Gra Kosmos to przykład ściganki. Dzieci ułożyły wiele zadań, które stanowią poszczególne pola gry. Niektóre z nich są promujące, inne stanowią rodzaj kary. Przy okazji tworzenia gry przedszkolaki poznały wiele pojęć, nazw własnych. Świat kosmosu stał się im bliższy i bardziej przystępny. Część dzieci pierwszy raz miała szansę odkryć, że istnieją inne planety, dowiedzieć się co lata w przestrzeni kosmicznej oraz kto i kiedy pierwszy raz poleciał na księżyc!

Kolejnym pomysłem była gra Potwory. Tu na każdym polu narysowany został inny potwór, było ich naprawdę sporo Każdy potwór miał inne cechy szczególne, był mniej lub bardziej straszny, miał mniej lub więcej siły. Niektóre z potworów posiadały wyjątkowe umiejętności, za które można było zdobyć dodatkowe punkty. Jeden potwór potrafił śpiewać operowo, inny skakać na jednej nodze, jeszcze inny potrafił upiec ciasto

Miłym zaskoczeniem było wykorzystanie przez przedszkolaki zwierzątek z naszego Superfarmera! Dzieci wspólnie z opiekunem miały powycinane elementy, które użyły do bardzo ciekawej gry Zbieranie zwierzątZa pomocą kubeczka i niebieskiej farby dzieci stworzyły planszę. Na niektórych polach należało ułożyć zwierzęta. Każdy otrzymał swój pionek i zgodnie z wyrzuconą na kostce ilością oczek poruszał się po planszy. Ruchy wykonywać można było w pionie, w poziomie oraz na skos. Każdy podejmował samodzielnie decyzję, którą stronę się poruszyć, aby było to dla niego najbardziej opłacalne. Czasem decyzja nie była łatwa, ponieważ za poszczególne zwierzęta można było otrzymać określoną ilość punktów.

A może Wy kiedyś sami stworzyliście grę? Może wykorzystaliście do niej elementy z grannowych gier?
Jeśli macie ochotę pochwalić się nimi, napiszcie do nas na blog@granna.pl
Najciekawsze pomysły opublikujemy na naszym blogu!

Wspominając wakacje

Niedawno któreś z dzieci podczas śniadania zapytało „kiedy wreszcie pojedziemy na wakacje?”. Musieliśmy jakoś sprytnie wybrnąć, aby nie obciążyć malucha stwierdzeniem, że to jeszcze dwa miesiące, co jak wiemy małemu człowiekowi wydaje się wiecznością…
Poza tym pogoda ostatnio nie nastrajała optymizmem, więc tym bardziej wakacje wydawały się wszystkim bardzo odległe…

I tak właśnie myśląc o minionych wakacjach wpadłam na pewien pomysł… Skoro maluchy tak dobrze wspominają wakacje, to może spróbujemy wspólnie nazwać to, co szczególnie zapadło nam w pamięci. A przy okazji… poćwiczymy literki

IMG_46031

Nasza przedwakacyjna zabawa polegała na tym, aby na wylosowaną literkę odszukać rzecz, zdarzenie, miejsce, osobę, która kojarzy nam się z wakacjami. Do losowania literek użyliśmy naszego Memo A-Ż – zabawy z alfabetem . Wszystkie elementy ułożyliśmy w pudełku obrazkami do dołu tak, aby literki nie były widoczne.

Dzieci kolejno wyciągały kartoniki z pudełka, a następnie wymyślały hasła na wylosowaną literkę. Zastanawialiśmy się również co można spotkać zimą, a co latem. Czego używamy gdy jest ciepło, a czego kiedy jest zimno.

Ze starszakami możecie grać w Memo na kilka sposobów. My dziś wykorzystaliśmy je do swobodnej zabawy, do rozmowy i doskonalenia słownictwa

Gry planszowe w terapii

Dziś, specjalnie dla Was kolejny wywiad Tym razem dotkniemy bardzo ważnego tematu. Wspólnie z terapeutą zastanowimy się nad możliwością wykorzystania gier planszowych w terapii dziecięcej.
Witaj Kasiu! Bardzo cieszę się, że zgodziłaś się porozmawiać o swoich doświadczeniach! Opowiedz proszę, czy gry planszowe można wykorzystać w terapii? Czy to jest takie oczywiste?
Dla mnie tak Właściwie nie wyobrażam sobie bez nich pracy. Prowadzę różnego rodzaju terapie: logopedyczną, pedagogiczną, integracji sensorycznej i na każdej z nich używam tego typu gier. Czasem je modyfikuję, żeby lepiej dostosować do potrzeb i możliwości danego dziecka. Powiększam obrazki, laminuję, oznaczam piktogramami, tworzę sekwencje, memo lub lotto.

W czym gry są Ci pomocne podczas prowadzenia zajęć terapeutycznych?
Gry mają walory edukacyjne, społeczne, ale również motywacyjne i terapeutyczne. Jeśli dziecko jest zafascynowane jakąś grą planszową, a nie bardzo chce pracować na zajęciach, to gra jest dla niego pewnego rodzaju motywatorem do wykonania danego ćwiczenia lub całej serii zadań. Oczywiście gramy wtedy pod koniec zajęć Jeśli dziecko ma trudności z przestrzeganiem zasad, to zwykła „ściganka” będzie wspomagać kształtowanie takich umiejętności. Im prostsze reguły, tym łatwiej będzie je przestrzegać.

To może porozmawiajmy o konkretach, jak to wygląda w przypadku terapii logopedycznej?
Obecnie na rynku jest bardzo dużo gier logopedycznych do utrwalania artykulacji głosek. Są różnego rodzaje mema, lotta, gry ściganki, karty. Każdy znajdzie dla siebie coś fajnego;) Uatrakcyjniają one żmudne, częste powtarzanie tych samych sylab, wyrazów, fraz czy zdań. Kiedy dziecko gra po prostu świetnie się bawi i nie czuje, że ćwiczy.
Ale terapia logopedyczna to nie jest wyłącznie praca nad artykulacją. Podczas zajęć kształtuje się szereg innych umiejętności. Dla mnie jedną z bazowych rzeczy jest komunikacja. Nie każdy zdaje sobie sprawę jak ważna jest naprzemienność działań (raz ja, raz ty). To podstawa do rozmowy, do dialogowania. A jak najprzyjemniej uczyć się naprzemienności? Na grach planszowych oczywiście

Innym ważnym aspektem terapii logopedycznej jest kształtowanie kompetencji językowych. Często rozwijam tę sferę z wykorzystaniem różnorodnych gier. Każda z nich ma jakieś obrazki, które można pokazać, nazwać, opisać lub zakryć. W ten sposób poszerzamy zakres słownictwa, kształtujemy umiejętności wypowiadania się, uczymy fleksji. Np. mamy 6 obrazków. Dziecko może pokazać nazwany przeze mnie przedmiot lub nazwać je samemu. Może ułożyć te obrazki według usłyszanego wzorca (ćwiczenie pamięci słuchowej). Może powiedzieć, który obrazek zginął („czego nie ma?” misia), podać liczbę mnogą (misie). Może stworzyć zdanie z wylosowanym obrazkiem itd. itd. Te same elementy można wykorzystać na bardzo wielu płaszczyznach.Nie zapominajmy też o grach słuchowych doskonalących percepcję słuchową, które często są stosowane podczas zajęć logopedycznych.

A jak wykorzystujesz gry w terapii integracji sensorycznej? To już nie jest takie oczywiste. Wiele osób postrzega terapię integracji sensorycznej jako ćwiczenia gimnastyczne, doskonalące głównie dużą motorykę, a jednak chyba jest inaczej, prawda?
Terapia integracji sensorycznej nie jest kolejną gimnastyczką. Owszem wykonuje się bardzo dużo ćwiczeń ruchowych, ale ich celem jest dostarczenie w sposób kontrolowany odpowiedniej ilości bodźców sensorycznych. Podczas zajęć jest dużo stymulacji przedsionkowych (ćwiczenia z wykorzystaniem huśtawek, beczki, deski rotacyjnej), proprioceptywnych (np. przeciskanie się przez maglownicę, tunel sensoryczny), dotykowych (masaże, zabawy ziarnami, fakturami). A także stymulacji wzrokowych, słuchowych, węchowych i smakowych.

Gry nie są w tej terapii wiodące, lecz z powodzeniem ją wspomagają. Ja najczęściej korzystam z gier dotykowych (lotta, mema, domina, woreczki z kształtami do rozpoznawania np. Grannowy Kot w worku). Są gry stymulujące zmysł węchu (Nos w nos), czy usprawniające motorykę małą (nawlekanki, przeplatanki). Można się nimi bawić siedząc na dużej huśtawce, leżąc na fasolce rehabilitacyjnej. Można wrzucić jako element do toru przeszkód, lub po prostu wykorzystać jako zabawę na koniec zajęć.

A czy Twoje dzieci lubią zmienność gier, czy wolą „do znudzenia” grać w tą samą?W dużej mierze zależy to od dziecka. Są takie, które cały czas mogłyby bawić się w tą sama grę i takie, które po jednym zagraniu już się nią nudzą. Czasem jest to kwestia rodzaju zaburzenia. Zdarza się, że dziecko fiksuje się na jednej grze i ma trudności ze zmianą. Wtedy mogą pojawić się zachowania trudne, gdy gra „zniknie” z planu zajęć. Jest też grupa dzieci, które tak bardzo cieszą się nowo nabytą umiejętnością, że chcą się nią nasycić i wciąż grają i grają w to samo.

 

Czy są jakieś formy zabawy lub gier, które po terapii zalecasz do kontynuowania zabawy w domu?
Tak, rodzice często pytają mnie jak mogą wspomóc terapię na terenie domu. Polecam wówczas gry, które utrwalają nabyte przez dziecko umiejętności, ćwiczą wybrane głoski. Jest to zdecydowanie przyjemniejszy sposób na „odrabianie pracy domowej”. Oczywiście gra nie jest jedynym zaleceniem.

Czy dzieci nie odbierają tego jako przedłużenie terapii w domu?
Nie, jeśli jest to ich ulubiona gra planszowa. Często konstruuję na zajęciach z dziećmi ich własne gry, które zabierają potem do domu. Mam wtedy pewność, że dziecko – współautor projektu będzie chciało, wielokrotnie zagrać ze wszystkimi członkami rodziny;)

A jak to jest u Ciebie? Czy gry kojarzą Ci się już tylko z pracą, czy w czasie wolnym też masz chęć i możliwość zagrać w grę z najbliższymi?
No tak… ciężki temat… Był taki czas, kiedy moje dzieci chciały grać w to samo, co dzieci w przedszkolu i czasem czułam się w domu jak w pracy. A to wcale nie było przyjemne. Teraz już nie mam tego problemu, dzieci są starsze, a gry bardziej urozmaicone. Czasem jednak łapię się na tym, że grając z własnymi dziećmi zastanawiam się jak mogłabym tą grę wykorzystać na terapii.

A masz jakieś swoje ulubione gry?
Moją niezmiennie ulubioną od wielu lat grą są Patyczaki! Można je wykorzystać do liczenia, różnicowania, do nauki kolorów, tworzenia sekwencji, układania wzorów, do wkładania w małe otwory itd.itd. Ja używam plastikowej wersji, która jest niezniszczalna – moje patyczaki mają ponad piętnaście lat.

Bardzo też lubię Zagadki Smoka Obiboka. Często wykorzystuję je w terapii logopedycznej. Jeśli rozmawiamy np. o zoo, to wybieram karty ze zwierzątkami. Jeśli ćwiczę artykulację, np. głoski szumiące to wybieram karty z sz, ż, cz, dż. W zależności o tego na jakim poziomie jest dziecko, może nazwać te obrazki, albo opowiedzieć o nich coś więcej, może odgadnąć zagadkę, albo ją stworzyć Lubię również Smart Games szczególnie Auta i Camelot.
Mam jeszcze taką słabość, że nigdy nie wyrzucam oryginalnych tekturek, w które zapakowane są elementy. Gro dzieci uwielbia je wciskać i wyciskać.

Bardzo dziękuję za sporą dawkę cennych inspiracji i życzę kolejnych twórczych pomysłów i zachwyconych dzieci wychodzących z Twoich zajęć! 

Katarzyna Malinowska – Burchardt – logopeda, terapeuta integracji sensorycznej, Kasia MBoligofrenopedagog, pedagog-terapeuta. Kształciła się m.in. w Wyższej Szkole Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej – Pedagogika Specjalna; Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskej – Podyplomowe Studium Logopedii; Wyższej Szkole Społeczno-Ekonomicznej – Podyplomowe Studium Terapii Pedagogicznej.Ukończyła liczne kursy specjalistyczne, m.in. „Metoda Ruchu Rozwijającego bazującego na pracy Weroniki Sherborne I° i II°”, „Makaton. Program rozwoju komunikacji I° i II°”, „Terapia integracji sensorycznej w pracy z dzieckiem autystycznym”, „Zaburzenia integracji sensorycznej w ADHD”, „Smyko-multisensoryka”. Pracę zawodową z dziećmi rozpoczęła 18 lat temu. Obecnie pracuje w przedszkolu integracyjnym w Warszawie oraz z przedszkolu w Serocku. Prywatnie jest mamą dwóch dziewczynek.

Poziomo czy pionowo?

Chciałam Wam dziś przedstawić sposób na innowacyjne wykorzystanie gier, które macie już w domu Zwykle gracie w gry siedząc przy stole, na podłodze, na dywanie. Rozkładacie karty, plansze, elementy na płaszczyźnie poziomej.

A gdyby tak kiedyś zamienić poziom na pion?
1Dzisiejszy pomysł ma na celu zainspirować Wasze dzieci do innego spojrzenia na zabawki, które leżą w Waszym mieszkaniu, niektóre może podniszczone, inne dawno nie używane. Spróbujmy podarować im drugie życie
Będziecie potrzebować nożyczek oraz masy mocującej do ściany. Lepiącej się, rozciągliwej , podobnej trochę do plasteliny. Niezbędna będzie też płaska, czysta, pionowa powierzchnia, która posłuży Wam za pole do grania. Wybierzcie wspólnie grę, w którą zagracie, a następnie zajmijcie się masą. Jest ona bezpieczna, niebrudząca. Możecie oddać swojemu dziecku kompetencje podzielenia masy na kawałki. Już trzylatek będzie w stanie poradzić sobie z tym zadaniem.

My wybraliśmy Zwierzątka z serii Już gram. To klasyczne domino z obrazkami zwierząt. Rozłożyliśmy elementy układanki i zajęliśmy się mocowaniem masy. W pudełkach jest ona pocięta na paski i wstępnie podzielona na małe elementy. Jednak cięcie jej nożyczkami, a następnie ugniatanie, stanowi wspaniały trening manualny dla małych dłoni.

Ugniatanie masy, bawienie się nią to sposób na rozwijanie małej motoryki. Przyklejenie masy do elementu gry jest również pewnego rodzaju wyzwaniem. Masę trzeba rozgrzać w palcach, uformować kuleczkę, a następnie delikatnie rozsmarować po kartoniku. Ćwiczenie paluszków to bardzo ważna sprawa. Gdy będą one sprawne łatwiej będzie dziecku rysować kredkami, malować farbami, wydzierać kolorowe papiery. Łatwiej będzie mu samodzielnie wycierać nosek, umyć zęby, a następnie utrzymać ołówek i uczyć się pisać.

Sprawdzaliśmy jak należy rozkleić masę i jak mocno należy docisnąć element do płaszczyzny, aby się jej trzymał. A później zabawa szła już swoim torem. Kolejne elementy domina lądowały na pionowej powierzchni. Ciekawym było obserwować jak dzieci inaczej patrzą na elementy, na ułożony przez siebie układ. Ta innowacja pozwoliła im spojrzeć na znaną już grę z zupełnie innej perspektywy.

Takich gier, do wykorzystania w pionie mamy kilka w swojej ofercie. Wypróbujcie szczególnie Sombrero czy Melonik, Puzlino i Już czytam :)

 

 

To jak to jest z tą nudą…

Dziś mamy dla Was niespodziankę! Specjalnie dla Was poprosiliśmy specjalistę pedagogiki, Panią Katarzynę Odyniec o chwilę refleksji nad nudą.
Zapraszamy do lektury!

Pani Kasiu, na początku chciałabym gorąco podziękować, że znalazła Pani chwilę czasu dla czytelników grannowego bloga! Tak jak wspominałam, chciałabym poruszyć temat nudy… Czy Pani zdaniem nudzące się dziecko powinno nas niepokoić?
To zależy co rozumiemy pod pojęciem „nuda”. Myślę, że trzeba wyraźnie rozgraniczyć „czas wolny” oraz „nudę” w rozumieniu pejoratywnym.

Dobrze rozumiem, że to nie jest to samo?
Zdecydowanie nie. Czas wolny to czas swobodnej zabawy dziecka. Nie jest on przeznaczony na wykonywanie żadnej celowej pracy (jak odrobienie lekcji, przygotowanie laurki, robienie porządku na biurku), nie mówiąc już o wszelkich zajęciach pozalekcyjnych. Dzieci zwykle wtedy bawią się „same ze sobą”, rysują, oglądają książeczki, przebierają się, mówią do siebie, śpiewają pod nosem, a czasem zwyczajnie gapią się w okno na przejeżdżające samochody i nam – dorosłym wydaje się, że się nudzą. A tymczasem mózg dziecka podczas takiej aktywności wykonuje ogromną pracę. Odgrywając scenki ujrzane w ciągu dnia, powtarzając frazy usłyszane od dorosłych, wprowadzając elementy zaobserwowanej rzeczywistości do swoich zabaw, dziecko dokonuje analizy i kategoryzacji pojęć. To tak jakby przez cały dzień zbierało do wielkiego worka wszelkie rzeczy, nazwy, emocje, zjawiska, doznania estetyczne, relacje, a w „wolnej chwili” wyciągało je pojedynczo, uważnie oglądało, badało, sprawdzało jak działają i odkładało na odpowiednią półkę.

„Nuda” natomiast jest zjawiskiem niepożądanym. Występuje wtedy, kiedy dziecko z jakichś powodów nie potrafi zająć się kreatywną zabawą. Myślę, że każdy kto ma dzieci zna te sytuacje, kiedy maluch jęczącym głosem zawodzi „mamo nuuuudzę się”. To jest tak naprawdę prośba o pomoc we „wskoczeniu na te właściwe tory” twórczej działalności. Bo dziecko z natury jest twórcze, pragnie być twórcze i to jest dla niego stan właściwy.

To co wtedy należy zrobić?
Podsunąć pomysł. Skoro pełen pokój zabawek z jakiegoś powodu nie zainspirował dziecka, trzeba spróbować czegoś nowego. Ale nie koniecznie musi to być nowa lalka. Wręcz przeciwnie! Mniejszym dzieciom można pozwolić poszperać w szafce z garnkami, włączyć w wykonywaną akurat pracę domową, starszym – podsunąć książkę, płytę, lub zwyczajnie rozpocząć rozmowę na dowolny temat. Internet jest kopalną pomysłów na szybkie, kreatywne aktywności dla dziecka na każdym etapie rozwoju. Celem jest przezwyciężenie tego bezrefleksyjnego stanu w jakim znalazł się nasz mały człowiek.

A co sądzi Pani o nowych narzędziach edukacji. Czy w kontekście czasu wolnego telewizja, komputer, tablet to sprzęty potrzebne ?
Nie jestem wrogiem obecności mediów w życiu dziecka. Osobiście uznaję ich ogromny potencjał w procesie edukacji. Jako wszechstronne narzędzie w rękach mądrego nauczyciela. Jednak film jako lek na nudę jest raczej kiepskim pomysłem. Telewizja daje nam łatwą rozrywkę, minimalizującą twórczą aktywność. Zamiast zainspirować, powoduje „zastygniecie” dziecka na kanapie i ograniczenie odbieranych bodźców wyłącznie do tych wzrokowo-słuchowych. Jak się dobrze zastanowimy, to widział ktoś kiedykolwiek zdrowego czterolatka, który przez półtorej godziny siedziałby w bezruchu i patrzył się w jeden punkt? No właśnie…

To jest wygodnym rozwiązaniem dla rodzica (choć daleka jestem również od demonizowania takich postaw rodzicielskich) i pewnie chwilowym wyjściem z sytuacji. Wypełnieniem czasu dziecka do następnej aktywności jaką przewiduje dzienny plan. Jednak nie realizuje to celu jakim jest ponowne wzbudzenie twórczej zabawy. Często dzieci (dorośli zresztą także) po seansie filmowym czy dłuższym graniu na komputerze zdają się być jakby otępieni, oszołomieni. Nie sprzyja to ani koncentracji, ani kreatywności. A przecież, będąc świadomymi znaczenia swobodnej zabawy dla rozwoju dziecka, chcemy uzyskać efekt zupełnie przeciwny.

Współcześnie dzieci miewają wypełniony dzień zajęciami dodatkowymi, ale coraz częściej słyszy się głosy krytyki w stosunku do takiej organizacji ich życia, co Pani o tym sądzi?
W pedagogice istnieje jedna, uniwersalna odpowiedź na wszelkie pytania. Brzmi ona „to zależy”. W tym przypadku również. Z jednej strony łatwo zrozumieć rodziców, inwestujących we wszechstronny rozwój swoich pociech. Są zresztą dzieci, które bardzo dobrze odnajdują się w trybie serii zajęć pozalekcyjnych (na przykład moja osobista córka, której zawsze jest ich zbyt mało). We wszystkim jednak należy zachować umiar. Zajęcia zorganizowane (balet, tańce, karate, basen, angielski, lepianki, kółka teatralne, ogniska muzyczne itp…) mimo swej niezwykłej wagi w rozwijaniu talentów i kształtowaniu konkretnych umiejętności, zazwyczaj nie mają możliwości podążania „krok w krok” za rozwojem dziecka. Nie to zresztą jest ich celem. Co nie oznacza, ze są niepotrzebne, lub w jakikolwiek sposób „gorsze”. Jednakże im mniejsze dziecko – tym więcej czasu potrzebuje na własną, swobodną zabawę. Nie chodzi w niej bowiem tylko o odpoczynek ale o ważne zadanie rozwojowe.

Zabawa jest pracą?
Dokładnie tak. To jest zresztą kwestia, którą podnosili przedstawiciele Nowego Wychowania – jednego z wielkich nurtów XX pedagogiki z popularną w ostatnich latach Marią Montessori na czele. To właśnie ona (choć nie była w tych poglądach ani odosobniona ani jedyna) podkreślała ogromną wagę swobodnej zabawy w życiu dziecka. Podążając za indywidualnym tempem rozwoju każdego podopiecznego, wychowawca powinien jedynie podsuwać mu mądrze skonstruowane zabawki (w zasadzie pomoce naukowe) i pozwolić dziecku na własne konstruowanie poznawanego świata. Nowe Wychowanie uznaje mądrość dziecka w swoim naturalnym procesie wzrastania. To ono wie co w danym momencie jest dla niego ważne, którą umiejętność, kiedy należy kształtować. U Montessori są to tak zwane „wrażliwe fazy”. Jeśli nasz maluch, któregoś dnia z zapałem układa wieżę z drewnianych klocków i nie interesują go układanki, kredki czy autka, oznacza to, że jego organizm właśnie w tym momencie potrzebuje rozwijać: małą motorykę dłoni i palców, precyzję i koordynację ruchową, analizę wzrokowo-ruchową itd…. Jeśli tydzień później to samo dziecko przez pół dnia tańczy i śpiewa piosenki oznacza to, że przyszedł czas na rozwój wielkiej motoryki, koordynacji ruchowej, kinestetyki ciała, analizy słuchowej, doskonalenie aparatu słuchu i mowy. Korczak tak pisał o tym zjawisku:

Niemowlę bada swe ręce. Prostuje, wodzi w prawo i w lewo, oddala, zbliża, rozstawia palce, zaciska w pięść, mówi do nich i czeka na odpowiedź, prawą chwyta lewą rękę i ciągnie, bierze grzechotkę i patrzy na dziwnie zmieniony obraz ręki, przekłada ją z jednej do drugiej, bada ustami, natychmiast wyjmuje i znów patrzy powoli, uważnie. […] Ono nie bawi się: miejcież do licha oczy i dostrzeżcie wysiłek woli, by zrozumieć. To uczony w laboratorium, wmyślony w zagadnienie najwyższej wagi, a które wyślizguje się jego rozumieniu.

[Janusz Korczak, Dzieła, tom 7: Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, Warszawa: Oficyna Wydawnicza Latona, 1993.]

Czasem zaskakuje nas jak dziecko potrafi przez godzinę turlać ziarenko fasoli po stole. A to nie jest marnowanie czasu! To zdecydowanie nie jest nuda. To jest ogromna, ciężka i niezwykle ważna (o ile nie kluczowa) praca! Doceniajmy te chwile.

Bardzo dziękuję za rozmowę!

 

Katarzyna Odyniec – pedagog, wykładowca. Absolwentka Wydziału Pedagogicznego UW w Kasia Odyniecspecjalności Edukacja Początkowa i Medialna. Obecnie pracuje nad doktoratem pod skrzydłami Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Bada środowisko lokalne jako środowisko uczenia się. Entuzjastka alternatywnych metod nauczania, konstruktywizmu pedagogicznego, twórczego rozwoju. Trochę muzyk, trochę edukator domowy. Prywatnie mama trójki dzieci.

Mała motoryka jesienią

Nie wiem jak u Was, ale w naszym otoczeniu już na dobre zawitała jesień. Trudno tu stwierdzić, czy cieszymy się, czy uczucia mamy wręcz odwrotne, bo zdania są podzielone Niektórzy tęsknią za chodzeniem w sandałach, ale są też tacy, którzy dzień w dzień pytają, kiedy wreszcie przyjdzie zima
Stąd też dziś pomysł na wpis troszkę jesienny, ale połączony z pomysłami na rozwijanie kompetencji naszych dzieci. Nawet, gdy przynajmniej częściowo dzieciaki uczą się, bawią w szkole czy przedszkolu, bardzo Was zachęcam do twórczej zabawy w domu. Czasem wystarczy, że zaproponujecie maluchom bardzo proste przedmioty i zostawicie. One swoją niepohamowaną dziecięcą wyobraźnią wymyślą jak ich użyć

Chciałam dziś zaproponować Wam jak trenować małą motorykę, w domowym zaciszu, bez pośpiechu. Zacznijmy może od wyjaśnienia pojęcia, czym zatem jest mała motoryka?
Mała motoryka to inaczej rozwijanie sprawności palców i dłoni dziecka. Ma ona na celu doskonalenie napinania i rozluźniania mięśni palców, dłoni, ręki oraz świadomej kontroli tych procesów. Dziecko doskonali również płynność ruchów nadgarstka, przedramienia i ramienia.

Dzięki zadaniom z zakresu motoryki małej dzieci doskonalą chwytanie przedmiotów jedną ręką, kontrolowane ruchy rąk i palców, manipulowanie przedmiotem oraz skoordynowane użycie obu rąk. Celem zadań małej motoryki jest również uwrażliwienie małych paluszków na różne faktury, płaszczyzny.

A jesienią na najbliższym targowisku znajdziecie mnóstwo sezonowych „pomocy naukowych”.  Stragany uginają się od żurawiny, orzechów, śliwek, które wspaniale można wykorzystać do ćwiczenia sprawności dziecięcych dłoni i palców.

Pierwszy pomysł to obieranie. Czy będzie to cebula, jajko, czy upieczony buraczek bądź papryka, każda z tych czynności wspaniale wzmocni i uwrażliwi paluszki dziecka.

Czemu proponuję akurat buraki czy cebulę? Ponieważ często słyszę, że te dobre pomoce naukowe są takie drogie i że nas nie stać i w związku z tym nie pracujemy nad małą motoryką… A tu na prawdę nie trzeba certyfikowanych, drewnianych, najdroższych na rynku zabawek Równie dobrze sprawdzą się warzywa, fasole, orzechy. Wyobraźcie sobie jak mocno muszą napracować się malutkie palce, aby wydobyć kawałki orzecha włoskiego z łupinki!

Podobnie wspaniale popracujecie z żurawiną. Ćwiczenie chwytu pęsetowego jest koniecznym preludium do nauki pisania. Chwytanie maleńkich owoców żurawiny i przekładanie ich do innego małego naczynka to zabawa ćwicząca nie tylko małą motorykę, ale również koordynację wzrokowo-ruchową. A później, po zabawie, możecie wspólnie ugotować żurawinowy kisiel, w sam raz na chłodne jesienne wieczory.

Możecie również pobawić się w kopciuszka O co dokładnie mi chodzi? Nasypcie do miseczki musli, lub zmieszajcie płatki owsiane, jaglane, kukurydziane, otręby, rodzynki, słoneczniki i co tam jeszcze chcecie. A następnie poproście dziecko, aby wybrało z miseczki tylko rodzynki i odkładało je do małego pojemnika.

Wśród naszych grannowych propozycji też znajdziecie coś w temacie. Niezastąpione będą Sznurki i dziurki, Patyczaki, Kot w worku, Tańcowała igła z nitką czy Stuku puku.

A może Wy macie jakieś pomysły na ćwiczenie motoryki małej w domowym zaciszu?

 

 

 

 

Planeta zwierząt

Wraz z rozpoczęciem nowego roku szkolnego nasze wydawnictwo wprowadza dwie nowości, wzbogacając tym samym serię IQ Granna o nowe pozycje.

0000774_iq-planeta-zwierzat

Pierwszą z nich jest Planeta Zwierząt. Gra przeznaczona jest dla dzieci od 8 lat. Jej celem jest zaznajomienie graczy ze światem zwierząt, poznanie ich cech osobniczych i obszarów występowania.
W pudełku znajdziecie 110 dwustronnych kart zwierząt, żetony cech i kontynentów, pionki ekologa i myśliwego, instrukcję oraz żetony punktów.

Na Planecie zwierząt spotkacie najróżniejsze gatunki fauny żyjące na wszystkich kontynentach. Spróbujcie określić ich cechy (wielkość, wiek i prędkość) oraz przypasować do obszaru, na którym żyje.

W zależności od ilości graczy rozdajemy każdemu z nich od 4 do 10 kart. Ważne, aby gracze trzymając swoje karty widzieli jedynie nazwy i zdjęcie swoich zwierzaków, natomiast na kartach przeciwników pozostałe cechy.
Celem gry jest przyporządkowanie kart zwierząt do właściwych kontynentów oraz uszeregowanie zgodnie z wartościami ich cech.
Gra składa się z dwóch rund. Każdy z graczy podczas swojego ruchu wybiera jedną z trzymanych w ręku kart i deklaruje, na którym z kontynentów chciałby ją umieścić. Jeśli przy danym kontynencie znajdują się już jakieś karty, gracz musi dodatkowo określić pomiędzy którymi kartami chce umieścić swoją. Zwierzęta porządkujemy pod względem jednej wybranej spośród trzech cech: prędkości, wielkości lub wieku.

Następny krok to informacja od współgraczy, czy w danym miejscu może zostać położona karta. Do tego grający musi prawidłowo określić kontynent oraz właściwe umiejscowienie karty pod względem jednej wybranej cechy.  Gdy odpowiedź jest prawidłowa gracz kładzie kartę w odpowiednim dla niej miejscu na stole. Jeśli natomiast popełnił on błąd jego kolej kończy się, kartę pozostawia w dłoni, a pozostali gracze nie mają obowiązku zdradzić na czym polegał jego błąd.
Pierwsza runda trwa do momentu, aż któryś z graczy zagra swoją ostatnią kartą. Wszyscy otrzymują tyle punktów karnych, ile kart zostało im w rękach. Następnie karty tasujemy i rozdajemy tak jak na początku gry. Druga runda przebiega w sposób zbliżony, ale trudniejszy. Za każde błędne zagranie gracz, poza zatrzymaniem karty w ręku, dostaje również jeden punkt karny.

Zwycięzcą zostaje gracz, który otrzymał najmniej punktów karnych.

W grze występują dwie postacie: Myśliwy oraz Ekolog. Ponieważ ich udział nierzadko komplikuje rozgrywkę używamy ich wyłącznie w zaawansowanym wariancie gry. Myśliwy blokuje wybrany kontynent, np. gdy odwiedza Afrykę, gracze nie mogą tam zagrywać kart zwierząt.  W przypadku ekologa sytuacja jest znacznie przyjemniejsza. Gdy gracz umieszcza kartę na kontynencie odwiedzanym przez ekologa, jednocześnie pozbywa się jednego żetonu punktu karnego.

Chcecie stać się specjalistami w świecie fauny? Sięgnijcie po Planetę zwierząt!!!

ale Historia!

Wiecie ile Nagród Nobla zdobyła Maria Skłodowska-Curie? Czy Bolesław Chrobry koronował się na króla Polski? Czy Westerplatte znajduje się na półwyspie Helskim? Czy Bitwa pod Racławicami to bitwa okresu powstania listopadowego?
Sporo już pisaliśmy o naszej grze edukacyjnej Ale historia! Dziś jednak co nieco o grze samej w sobie, co zawiera, jak się w nią gra i jak przy okazji można wykorzystać ją do zabawy z młodszymi.
IMG_8633Gra „Ale historia!” przeznaczona jest na 2-6 graczy w wieku powyżej 12 lat. Rozgrywka jednej partii trwa ok. 45 minut. Produkt może być również używany jako pomoc dydaktyczna, do samodzielnego użytku lub do wykorzystania podczas zajęć z grupą dzieci i młodzieży. Czytaj dalej ale Historia!