Archiwa tagu: montessori

To jak to jest z tą nudą…

Dziś mamy dla Was niespodziankę! Specjalnie dla Was poprosiliśmy specjalistę pedagogiki, Panią Katarzynę Odyniec o chwilę refleksji nad nudą.
Zapraszamy do lektury!

Pani Kasiu, na początku chciałabym gorąco podziękować, że znalazła Pani chwilę czasu dla czytelników grannowego bloga! Tak jak wspominałam, chciałabym poruszyć temat nudy… Czy Pani zdaniem nudzące się dziecko powinno nas niepokoić?
To zależy co rozumiemy pod pojęciem „nuda”. Myślę, że trzeba wyraźnie rozgraniczyć „czas wolny” oraz „nudę” w rozumieniu pejoratywnym.

Dobrze rozumiem, że to nie jest to samo?
Zdecydowanie nie. Czas wolny to czas swobodnej zabawy dziecka. Nie jest on przeznaczony na wykonywanie żadnej celowej pracy (jak odrobienie lekcji, przygotowanie laurki, robienie porządku na biurku), nie mówiąc już o wszelkich zajęciach pozalekcyjnych. Dzieci zwykle wtedy bawią się „same ze sobą”, rysują, oglądają książeczki, przebierają się, mówią do siebie, śpiewają pod nosem, a czasem zwyczajnie gapią się w okno na przejeżdżające samochody i nam – dorosłym wydaje się, że się nudzą. A tymczasem mózg dziecka podczas takiej aktywności wykonuje ogromną pracę. Odgrywając scenki ujrzane w ciągu dnia, powtarzając frazy usłyszane od dorosłych, wprowadzając elementy zaobserwowanej rzeczywistości do swoich zabaw, dziecko dokonuje analizy i kategoryzacji pojęć. To tak jakby przez cały dzień zbierało do wielkiego worka wszelkie rzeczy, nazwy, emocje, zjawiska, doznania estetyczne, relacje, a w „wolnej chwili” wyciągało je pojedynczo, uważnie oglądało, badało, sprawdzało jak działają i odkładało na odpowiednią półkę.

„Nuda” natomiast jest zjawiskiem niepożądanym. Występuje wtedy, kiedy dziecko z jakichś powodów nie potrafi zająć się kreatywną zabawą. Myślę, że każdy kto ma dzieci zna te sytuacje, kiedy maluch jęczącym głosem zawodzi „mamo nuuuudzę się”. To jest tak naprawdę prośba o pomoc we „wskoczeniu na te właściwe tory” twórczej działalności. Bo dziecko z natury jest twórcze, pragnie być twórcze i to jest dla niego stan właściwy.

To co wtedy należy zrobić?
Podsunąć pomysł. Skoro pełen pokój zabawek z jakiegoś powodu nie zainspirował dziecka, trzeba spróbować czegoś nowego. Ale nie koniecznie musi to być nowa lalka. Wręcz przeciwnie! Mniejszym dzieciom można pozwolić poszperać w szafce z garnkami, włączyć w wykonywaną akurat pracę domową, starszym – podsunąć książkę, płytę, lub zwyczajnie rozpocząć rozmowę na dowolny temat. Internet jest kopalną pomysłów na szybkie, kreatywne aktywności dla dziecka na każdym etapie rozwoju. Celem jest przezwyciężenie tego bezrefleksyjnego stanu w jakim znalazł się nasz mały człowiek.

A co sądzi Pani o nowych narzędziach edukacji. Czy w kontekście czasu wolnego telewizja, komputer, tablet to sprzęty potrzebne ?
Nie jestem wrogiem obecności mediów w życiu dziecka. Osobiście uznaję ich ogromny potencjał w procesie edukacji. Jako wszechstronne narzędzie w rękach mądrego nauczyciela. Jednak film jako lek na nudę jest raczej kiepskim pomysłem. Telewizja daje nam łatwą rozrywkę, minimalizującą twórczą aktywność. Zamiast zainspirować, powoduje „zastygniecie” dziecka na kanapie i ograniczenie odbieranych bodźców wyłącznie do tych wzrokowo-słuchowych. Jak się dobrze zastanowimy, to widział ktoś kiedykolwiek zdrowego czterolatka, który przez półtorej godziny siedziałby w bezruchu i patrzył się w jeden punkt? No właśnie…

To jest wygodnym rozwiązaniem dla rodzica (choć daleka jestem również od demonizowania takich postaw rodzicielskich) i pewnie chwilowym wyjściem z sytuacji. Wypełnieniem czasu dziecka do następnej aktywności jaką przewiduje dzienny plan. Jednak nie realizuje to celu jakim jest ponowne wzbudzenie twórczej zabawy. Często dzieci (dorośli zresztą także) po seansie filmowym czy dłuższym graniu na komputerze zdają się być jakby otępieni, oszołomieni. Nie sprzyja to ani koncentracji, ani kreatywności. A przecież, będąc świadomymi znaczenia swobodnej zabawy dla rozwoju dziecka, chcemy uzyskać efekt zupełnie przeciwny.

Współcześnie dzieci miewają wypełniony dzień zajęciami dodatkowymi, ale coraz częściej słyszy się głosy krytyki w stosunku do takiej organizacji ich życia, co Pani o tym sądzi?
W pedagogice istnieje jedna, uniwersalna odpowiedź na wszelkie pytania. Brzmi ona „to zależy”. W tym przypadku również. Z jednej strony łatwo zrozumieć rodziców, inwestujących we wszechstronny rozwój swoich pociech. Są zresztą dzieci, które bardzo dobrze odnajdują się w trybie serii zajęć pozalekcyjnych (na przykład moja osobista córka, której zawsze jest ich zbyt mało). We wszystkim jednak należy zachować umiar. Zajęcia zorganizowane (balet, tańce, karate, basen, angielski, lepianki, kółka teatralne, ogniska muzyczne itp…) mimo swej niezwykłej wagi w rozwijaniu talentów i kształtowaniu konkretnych umiejętności, zazwyczaj nie mają możliwości podążania „krok w krok” za rozwojem dziecka. Nie to zresztą jest ich celem. Co nie oznacza, ze są niepotrzebne, lub w jakikolwiek sposób „gorsze”. Jednakże im mniejsze dziecko – tym więcej czasu potrzebuje na własną, swobodną zabawę. Nie chodzi w niej bowiem tylko o odpoczynek ale o ważne zadanie rozwojowe.

Zabawa jest pracą?
Dokładnie tak. To jest zresztą kwestia, którą podnosili przedstawiciele Nowego Wychowania – jednego z wielkich nurtów XX pedagogiki z popularną w ostatnich latach Marią Montessori na czele. To właśnie ona (choć nie była w tych poglądach ani odosobniona ani jedyna) podkreślała ogromną wagę swobodnej zabawy w życiu dziecka. Podążając za indywidualnym tempem rozwoju każdego podopiecznego, wychowawca powinien jedynie podsuwać mu mądrze skonstruowane zabawki (w zasadzie pomoce naukowe) i pozwolić dziecku na własne konstruowanie poznawanego świata. Nowe Wychowanie uznaje mądrość dziecka w swoim naturalnym procesie wzrastania. To ono wie co w danym momencie jest dla niego ważne, którą umiejętność, kiedy należy kształtować. U Montessori są to tak zwane „wrażliwe fazy”. Jeśli nasz maluch, któregoś dnia z zapałem układa wieżę z drewnianych klocków i nie interesują go układanki, kredki czy autka, oznacza to, że jego organizm właśnie w tym momencie potrzebuje rozwijać: małą motorykę dłoni i palców, precyzję i koordynację ruchową, analizę wzrokowo-ruchową itd…. Jeśli tydzień później to samo dziecko przez pół dnia tańczy i śpiewa piosenki oznacza to, że przyszedł czas na rozwój wielkiej motoryki, koordynacji ruchowej, kinestetyki ciała, analizy słuchowej, doskonalenie aparatu słuchu i mowy. Korczak tak pisał o tym zjawisku:

Niemowlę bada swe ręce. Prostuje, wodzi w prawo i w lewo, oddala, zbliża, rozstawia palce, zaciska w pięść, mówi do nich i czeka na odpowiedź, prawą chwyta lewą rękę i ciągnie, bierze grzechotkę i patrzy na dziwnie zmieniony obraz ręki, przekłada ją z jednej do drugiej, bada ustami, natychmiast wyjmuje i znów patrzy powoli, uważnie. […] Ono nie bawi się: miejcież do licha oczy i dostrzeżcie wysiłek woli, by zrozumieć. To uczony w laboratorium, wmyślony w zagadnienie najwyższej wagi, a które wyślizguje się jego rozumieniu.

[Janusz Korczak, Dzieła, tom 7: Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, Warszawa: Oficyna Wydawnicza Latona, 1993.]

Czasem zaskakuje nas jak dziecko potrafi przez godzinę turlać ziarenko fasoli po stole. A to nie jest marnowanie czasu! To zdecydowanie nie jest nuda. To jest ogromna, ciężka i niezwykle ważna (o ile nie kluczowa) praca! Doceniajmy te chwile.

Bardzo dziękuję za rozmowę!

 

Katarzyna Odyniec – pedagog, wykładowca. Absolwentka Wydziału Pedagogicznego UW w Kasia Odyniecspecjalności Edukacja Początkowa i Medialna. Obecnie pracuje nad doktoratem pod skrzydłami Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Bada środowisko lokalne jako środowisko uczenia się. Entuzjastka alternatywnych metod nauczania, konstruktywizmu pedagogicznego, twórczego rozwoju. Trochę muzyk, trochę edukator domowy. Prywatnie mama trójki dzieci.